Co mnie skusiło, aby znów zacząć blogować? Sama nie wiem.
Szłam po schodach i dostałam... olśnienia? Nie, złe określenie. Stwierdziłam, że
muszę jakoś przełożyć moje odczucia(a może uczucia?) na język potoczny. Taki,
który chociaż w niewielkim stopniu będziecie mogli zrozumieć. Przed Wami znajduje się pierwsza wzmianka z epizodu Drużyny.
Demotywacja? Tak,
owszem. Jest kilka czynników, które
doprowadziły do podjęcia decyzji. Daję temu Związkowi wiele. Poświęcam znaczną
część mojego życia zaniedbując przyjaciół, szkołę, rodzinę oraz samą siebie.
Dlaczego? Ponieważ jestem wychowawcą. Wychowuję młodych ludzi. Próbuję ukierunkować
ich na ścieżki, dzięki którym nie zabłądzą w swym raczkującym jeszcze życiu, oraz
trafią do miejsc, które będą mieli okazję zmieniać. Mam nadzieję, że te wydeptane, przygotowane przeze mnie, ścieżki przeistoczą się w prawdziwą drogę,
podczas której poznają wspaniałe miejsca, ludzi oraz kulturę. Mam na myśli nie
takie miejsca, które znają tylko z opowieści Drużynowej… Chodzi mi o podróżowanie, włóczenie się,
poznawanie Świata, tworzenie Świata… Pragnęłam, aby moi Harcerze byli stwórcami. By tworzyli od podstaw każdy nowy
dzień, każdą wycieczkę, biwak, zbiórkę… Chciałam pobudzić w nich kreatywność,
wykreować w nich poczucie odpowiedzialności nie tylko za siebie, lecz również za
innych.
Nieodłącznym elementem każdego mojego dnia jest między innymi Drużyna. Zbiórka, papiery, strona,
korepetycje z Martą, granie z Werką… Robię to wszystko automatycznie. Mam zakodowane,
że tak musi być. Czuję się jak robot, jak Sonmi ~451. Jestem niczym maszyna, która
została stworzona do jednego, określonego, celu, lecz w jej wnętrzu(trudno jest
tutaj mówić o sercu)nagromadziły się najprawdziwsze uczucia i chęć
sprzeciwienia się Światu. Lęk? Obawy? Owszem, ale czy sens istnienia polega na
tym, by żyć jak maszyna?
No tak. Tego jeszcze nie było – (rzekomo)najlepsza drużynowa, która porównuje się
do imitacji człowieka. Dlaczego napisałam najlepsza? Przecież dyplomy z numerem
jeden oraz pieczątką potwierdzającą wyróżnienie kursanta nie informują, że jest
się najlepszym. Mam tutaj na myśli fakt, ze z drużyny trzynastoosobowej stworzyłam potęgę.
Najlepszą drużynę w hufcu. Co krok słyszę komplementy kierowane do mnie, na
ręce drużynowej. Nie wiem, czy przeszłoby mi to przez gardło...Jestem stwórcą. Stworzyłam „coś”, nad czym
teraz nie mogę zapanować. Może nie od podstaw, ale To istnieje, a na dodatek
żyje i ma uczucia, których nie mogę zranić.
Nie czuję się dobrze na tej funkcji. Nie teraz, nie dziś… Moi Harcerze widzą we
mnie autorytet. Nie powinni.
Czy opiekunowie prób nie powinni motywować do dalszej pracy?
Próba wędrownicza, zamknięta w trzy miesiące, oczekiwanie na wręczenie
naramiennika – 7 miesięcy. Ambicje podopiecznego przerosły opiekuna? Rozumiem, jakby nie było okazji do
zorganizowania wręczenia… Cóż. Niestety. Teraz inny worek harcerskiego rozwoju - pierwszy stopień instruktorski.
Czas realizacji próby – rok. Zainteresowanie opiekuna w skali 0-10? 2,5. Nie chcę o tym pisać. Sami
doskonale wiecie jak to było. W sumie…. Jak to jest.
Tak, tak, tak… Można zrzucić winę na to, iż jestem indywidualistką. „Zosia
samosia” i te sprawy… Nie chodzi o realizację obu prób. Chodzi o to, że owe
próby mnie nie zmotywowały. Być może, gdybym na czas miała wręczenie oraz
zobowiązanie, to w jakimś niewielkim stopniu zmotywowałoby mnie to do dalszej
działalności. Poza tym fakt, że Karolka
dostała naramiennik wcześniej… Bardzo chciałam być na jej wręczeniu. Bardzo…
Obawiam się, że z zobowiązaniem będzie tak samo. Napiszę więc profilaktycznie –
wybacz mi, że nie byłam i nie będę. Kuba – Ty również czekałeś bardzo długo. 9
miesięcy to czas, w którym wiele osiągnąłeś.
Jak ja mam motywować młodych ludzi, skoro sama pozbawiona
jestem pozytywnych emocji związanych z wychowaniem i dalszym działaniem? Nie
czuję tej magii, którą z początku zarażałam nie tylko moich harcerzy. Do wielu dobrych
rzeczy przyczyniłam się w minionym roku.
~Marlenka założyła PDH w Ligocie. Spełniła przy tym jedno z moich największych
harcerskich marzeń. Jest posiadaczką „czegoś” co od czwartej klasy szkoły
podstawowej kiełkowało w mojej głowie…
~Jestem opiekunem prób wędrowniczych... Dlaczego?! Przecież ja się nie znam na wędrownictwie!
~Spowodowałam wzrost liczebny członków 14 DH o ponad 100%! Bazując na 13
osobach, bez żadnego zorganizowanego naboru(pomijam przejęcie 6 ‘zuchów’)…
~Stworzyłam zastępy. Być może nie
działają tak jak powinni, lecz wierzę w to, że dzięki Gabie, która mam
nadzieję, będzie wzorcem do naśladowania dla innych zastępowych, cztery zastępy
z 14 DH zaczną funkcjonować w należyty sposób.
~Wyszkoliłam przybocznych… W sumie to nadal, w miarę możliwości, szkolę. Może
nie tak jak powinnam… Nie wiem jak dokładnie mam wyszkolić swoich następców.
Sama nigdy do takiej funkcji nie zostałam przeszkolona przez swojego
drużynowego. Przepraszam.
~Znalazłam swoją następczynię w 12 GZ… Odciąży
to Karolkę. Chociaż w niewielkim stopniu, ale wiem, że będzie jej lżej. Gaba… to
typowa zucholka. Cóż więcej o niej napisać. Gdyby mogła, to zamiast rogatywki,
nosiłaby zuchowy beret.
~Zdobyłam dyplom numer jeden w kursie przewodnikowskim oraz wyróżnienie w kursie
PP - kolejna abstrakcja(oh jak ja uwielbiam to słowo)! JA i WYRÓŻNIENIE w kursie PP?!
~Zorganizowałam dwie dobre imprezy. DBH oraz Andrzejki. Nie, to nie ja… to moi
Harcerze. Ja tylko nadzorowałam.
~Dzięki uporze Harcerzy Starszych mamy nową harcówkę. Czy jest drużyna w tym
hufcu, która ma dwie harcówki?
~Tytuł Złotej Drużyny Hufca… praca całoroczna. Podsumowanie mojej pracy z Matnią.
Jest tyle pozytywnych wątków, które powinny mnie motywować, jednak ta pozytywność ze mnie uszła… Jak balonik, który odfrunął
właśnie małemu dziecku, małej blondynce z misiem w rączce, i ucieka w miejsca dotychczas nieosiągalne.
Powiedzcie mi, dlaczego chcę zrezygnować z czegoś, co dawało
mi kiedyś tak wiele radości? One, te małe Skrzaty, we mnie wierzą… Jestem dla
nich niczym ‘guru’, ale… co z tego mam? Satysfakcję? Głupio to zabrzmi, ale już się
nią przejadłam.
To nie jest tak, że już zaraz, za ‘chwil pięć’ chce
zrezygnować z pełnionej funkcji. Są dwa wyjścia. Albo zmienię profile
działania,
albo w tym roku granatowy sznur będzie kontrastował z tą samą, lecz inną
czarno-zieloną chustą.
Reasumując – znów masło maślane. Znów niedokończone myśli.
Znów idee kłębiące się w moim umyśle. Tak. Dokładnie te same, których nie
potrafię wypowiedzieć, ani napisać.
Ilość wybuchów płaczu? Po 4 przestałam liczyć…
Najczęściej roztwór solny wytwarzał się przy pisaniu takich pojęć jak „Drużynowa”
oraz ‘moja Drużyna”.