niedziela, 3 lutego 2013

Uosobienie nicości

To wszystko jest uosobieniem... Rzekłabym nawet, że po części, utożsamia się z egzystencją teraźniejszości. 

Pięknie ujęte słowa. Idealnie trafione porównanie. "elektrownia atomowa..." Zawsze to miejsce wzbudzało we mnie zachwyt, jednocześnie skrywając w sobie nutkę tajemniczości, którą tak bardzo pragnęłam dogłębnie poznać. Prześwietlić i przejrzeć na wylot...Zasmakować.

Bezsilność. To jej najbardziej się boję. Najgorsze jest mieć chęci, ambicje, motywacje(...), a jednocześnie nie być w stanie nic zrobić. Nic. Zupełnie nic. Tak samo jak oddech. Chcesz, pragniesz oddychać...Wiesz, że jest on potrzebny do życia... Jednak nie jesteś w stanie uspokoić swojego oddechu i ponownie złapać tchu. Nie panujesz nad niczym. Czujesz, jakby płuca miały zaraz eksplodować. Ot tak. Jakby znudził się im dotychczasowy kształt i próbują "czegoś nowego".

Czas zacząć oficjalnie drwić z życia.
Tak. To co nieodkryte, nieodkrytym  pozostanie.

Manipulacja samą sobą ostatnim czasem weszła mi w krew. Niezliczone myśli kłębiące się w głowie, których nie jestem w stanie przepuścić przez usta. Jak strażnik, który pilnuje przejścia granicznego, by żadne zło nie poszerzało się w innym  kraju... Nieokiełznany umysł. Uosobienie nicości. Utożsamienie się z bohaterem romantycznym, któremu do pięty na stałe przypięto Tragizm.

Na mniej niż 48 godzin stopniał śnieg i zza chmur ujrzeć można było słońce. Ludzi przepełniała radość. Nawet mnie, aczkolwiek do czasu. W piątek, oczekując na Prezydencie na Kubę,w okolicy przewinęło się więcej osób udających zakochanie oraz wielką miłość, niż przez cały poprzedni miesiąc. Zorganizowany flashmob? Nie w tym przypadku. Ah ta manipulacja uczuciami...
Przypadek z dzisiejszego poranka. Małżeństwo. Wiek około 70 - 80 lat. Spokojnie spacerują alejkami pomiędzy sklepowymi półkami... Nigdzie im się nie śpieszy. Nie są zabiegani. Przeżyli już swoje. Idą równo. Ramię w ramię. Trzymają się za ręce. Kobieta wyraźnie może polegać na swym towarzyszu...
Niezliczona jest wartość, jaką mogłabym oddać w zamian za zamianę miejsc z owymi staruszkami.

Jesteś tylko człowiekiem. Nie mów, że nie wykorzystujesz okazji do szpiegostwa.

niedziela, 6 stycznia 2013

myśli nieopisane. po części.



Co mnie skusiło, aby znów zacząć blogować? Sama nie wiem. Szłam po schodach i dostałam... olśnienia? Nie, złe określenie. Stwierdziłam, że muszę jakoś przełożyć moje odczucia(a może uczucia?) na język potoczny. Taki, który chociaż w niewielkim stopniu będziecie mogli zrozumieć. Przed Wami znajduje się pierwsza wzmianka z epizodu Drużyny.
Demotywacja?  Tak, owszem.  Jest kilka czynników, które doprowadziły do podjęcia decyzji. Daję temu Związkowi wiele. Poświęcam znaczną część mojego życia zaniedbując  przyjaciół, szkołę, rodzinę oraz samą siebie. Dlaczego? Ponieważ jestem wychowawcą. Wychowuję młodych ludzi. Próbuję ukierunkować ich na ścieżki, dzięki którym nie zabłądzą w swym raczkującym jeszcze życiu, oraz trafią do miejsc, które będą mieli okazję zmieniać. Mam nadzieję, że te wydeptane, przygotowane przeze mnie, ścieżki przeistoczą się w prawdziwą drogę, podczas której poznają wspaniałe miejsca, ludzi oraz kulturę. Mam na myśli nie takie miejsca, które znają tylko z opowieści Drużynowej…  Chodzi mi o podróżowanie, włóczenie się, poznawanie Świata, tworzenie Świata… Pragnęłam, aby moi Harcerze  byli stwórcami. By tworzyli od podstaw każdy nowy dzień, każdą wycieczkę, biwak, zbiórkę… Chciałam pobudzić w nich kreatywność, wykreować w nich poczucie odpowiedzialności nie tylko za siebie, lecz również za innych.
Nieodłącznym elementem każdego mojego dnia jest między innymi Drużyna. Zbiórka, papiery, strona, korepetycje z Martą, granie z Werką… Robię to wszystko automatycznie. Mam zakodowane, że tak musi być. Czuję się jak robot, jak Sonmi ~451. Jestem niczym maszyna, która została stworzona do jednego, określonego, celu, lecz w jej wnętrzu(trudno jest tutaj mówić o sercu)nagromadziły się najprawdziwsze uczucia i chęć sprzeciwienia się Światu. Lęk? Obawy? Owszem, ale czy sens istnienia polega na tym, by żyć jak maszyna?
No tak. Tego jeszcze nie było – (rzekomo)najlepsza drużynowa, która porównuje się do imitacji człowieka. Dlaczego napisałam najlepsza? Przecież dyplomy z numerem jeden oraz pieczątką potwierdzającą wyróżnienie kursanta nie informują, że jest się najlepszym. Mam tutaj na myśli fakt, ze z drużyny trzynastoosobowej stworzyłam potęgę. Najlepszą drużynę w hufcu. Co krok słyszę komplementy kierowane do mnie, na ręce drużynowej. Nie wiem, czy przeszłoby mi to przez gardło...Jestem stwórcą. Stworzyłam „coś”, nad czym teraz nie mogę zapanować. Może nie od podstaw, ale To istnieje, a na dodatek żyje i ma uczucia, których nie mogę zranić.
Nie czuję się dobrze na tej funkcji. Nie teraz, nie dziś… Moi Harcerze widzą we mnie autorytet. Nie powinni.
Czy opiekunowie prób nie powinni motywować do dalszej pracy? Próba wędrownicza, zamknięta w trzy miesiące, oczekiwanie na wręczenie naramiennika – 7 miesięcy. Ambicje podopiecznego przerosły opiekuna?  Rozumiem, jakby nie było okazji do zorganizowania wręczenia… Cóż. Niestety. Teraz inny worek harcerskiego rozwoju - pierwszy stopień instruktorski. Czas realizacji próby – rok. Zainteresowanie opiekuna  w skali 0-10? 2,5. Nie chcę o tym pisać. Sami doskonale wiecie jak to było. W sumie…. Jak to jest.
Tak, tak, tak… Można zrzucić winę na to, iż jestem indywidualistką. „Zosia samosia” i te sprawy… Nie chodzi o realizację obu prób. Chodzi o to, że owe próby mnie nie zmotywowały. Być może, gdybym na czas miała wręczenie oraz zobowiązanie, to w jakimś niewielkim stopniu zmotywowałoby mnie to do dalszej działalności.  Poza tym fakt, że Karolka dostała naramiennik wcześniej… Bardzo chciałam być na jej wręczeniu. Bardzo… Obawiam się, że z zobowiązaniem będzie tak samo. Napiszę więc profilaktycznie – wybacz mi, że nie byłam i nie będę. Kuba – Ty również czekałeś bardzo długo. 9 miesięcy to czas, w którym wiele osiągnąłeś. 
Jak ja mam motywować młodych ludzi, skoro sama pozbawiona jestem pozytywnych emocji związanych z wychowaniem i dalszym działaniem? Nie czuję tej magii, którą z początku zarażałam nie tylko moich harcerzy. Do wielu dobrych rzeczy przyczyniłam się w minionym roku.  
~Marlenka założyła PDH w Ligocie. Spełniła przy tym jedno z moich największych harcerskich marzeń. Jest posiadaczką „czegoś” co od czwartej klasy szkoły podstawowej kiełkowało w mojej głowie…
~Jestem opiekunem prób wędrowniczych... Dlaczego?! Przecież ja się nie znam na wędrownictwie!
~Spowodowałam wzrost liczebny członków 14 DH o ponad 100%! Bazując na 13 osobach, bez żadnego zorganizowanego naboru(pomijam przejęcie 6 ‘zuchów’)…
 ~Stworzyłam zastępy. Być może nie działają tak jak powinni, lecz wierzę w to, że dzięki Gabie, która mam nadzieję, będzie wzorcem do naśladowania dla innych zastępowych, cztery zastępy z 14 DH zaczną funkcjonować w należyty sposób.
~Wyszkoliłam przybocznych… W sumie to nadal, w miarę możliwości, szkolę. Może nie tak jak powinnam… Nie wiem jak dokładnie mam wyszkolić swoich następców. Sama nigdy do takiej funkcji nie zostałam przeszkolona przez swojego drużynowego. Przepraszam.
~Znalazłam swoją następczynię w 12 GZ…  Odciąży to Karolkę. Chociaż w niewielkim stopniu, ale wiem, że będzie jej lżej. Gaba… to typowa zucholka. Cóż więcej o niej napisać. Gdyby mogła, to zamiast rogatywki, nosiłaby zuchowy beret.
~Zdobyłam dyplom numer jeden w kursie przewodnikowskim oraz wyróżnienie w kursie PP - kolejna abstrakcja(oh jak ja uwielbiam to słowo)! JA i WYRÓŻNIENIE w kursie PP?!
~Zorganizowałam dwie dobre imprezy. DBH oraz Andrzejki. Nie, to nie ja… to moi Harcerze. Ja tylko nadzorowałam.
~Dzięki uporze Harcerzy Starszych mamy nową harcówkę. Czy jest drużyna w tym hufcu, która ma dwie harcówki?
~Tytuł Złotej Drużyny Hufca… praca całoroczna. Podsumowanie mojej pracy z Matnią. 
Jest tyle pozytywnych wątków, które powinny mnie motywować, jednak ta pozytywność ze mnie uszła… Jak balonik, który odfrunął właśnie małemu dziecku, małej blondynce z misiem w rączce, i ucieka w miejsca dotychczas nieosiągalne.
Powiedzcie mi, dlaczego chcę zrezygnować z czegoś, co dawało mi kiedyś tak wiele radości? One, te małe Skrzaty, we mnie wierzą… Jestem dla nich niczym ‘guru’, ale… co z tego mam? Satysfakcję? Głupio to zabrzmi, ale już się nią przejadłam.
To nie jest tak, że już zaraz, za ‘chwil pięć’ chce zrezygnować z pełnionej funkcji. Są dwa wyjścia. Albo zmienię profile działania, albo w tym roku granatowy sznur będzie kontrastował z tą samą, lecz inną czarno-zieloną chustą.

Reasumując – znów masło maślane. Znów niedokończone myśli. Znów idee kłębiące się w moim umyśle. Tak. Dokładnie te same, których nie potrafię wypowiedzieć, ani napisać. 
Ilość wybuchów płaczu? Po 4 przestałam liczyć… Najczęściej roztwór solny wytwarzał się przy pisaniu takich pojęć jak „Drużynowa” oraz ‘moja Drużyna”.